Żeby tu funkcjonować trzeba umieć się poruszać w ruchu lewostronnym. Niby prosta sprawa ale jednak mimo wszystko nie aż tak jakby się komuś wydawało. Odruchowo siadasz do samochodu na miejsce kierowcy - a tam d*** nie ma kierownicy. Obchodzisz auto z drugiej strony, próbujesz od naszej strony pasażera. Rzeczywiście, kierownica jest. Ale jak tu usiąść jak przeszkadza jej wieniec. Człowiek nauczył się wskakiwać za kierownicę przez ostatnie 17 lat i dopiero teraz wie jak robił to wszystko odruchowo. Udało się zasiąść. Bosko. Pas z drugiej strony. Ok. przeżyjemy. Prawa ręka od lewarka nagle staje się ręką tylko do trzymania kierownicy i otwierania klamki - poza tym - bezużyteczna. Dobra, pedały na szczęście mają ten sam układ i biegi też, aczkolwiek i to się kićka po wcześniej jedynkę wrzucałem przyciskając lewarek do siebie i ruch do przodu. Teraz trzeba zrobić lustrzane odbicie dawnej piątki. Po skupieniu się na tym co mam robić ruszam. Oczywiście z przyzwyczajenia, chcąc włączyć drugi bieg odruchowo sięgam do drzwi - paranoja...
Eh, te nasze przyzwyczajenia. Ostatnie 17 lat jazda człowieka tylko na nich bazowała, teraz znowu będzie trzeba włączyć myślenie. Masakra. Nic odruchowo.
O ile okiełznanie sterowania samochodem trwa chwilkę to zachowanie na drodze już mniej...
- lewa strona - bułka z masłem. Tylko jak do cholery wyczuć dystans do krawężnika. Na nowo trzeba nauczyć się wymiarów auta. Proporcji, odległości. 17 lat poszło w jeden dzień...
Na drodze - nie jest najgorzej. Zasada jest taka, że Ty i Twoja kierownica musicie być przy osi jezdni. Ronda kręcą się w odwrotną stronę a wyprzedzając trzeba spojrzeć do drugiego lusterka niż normalnie to bywało...
To jazda po drogach. Na parkingach jest gorzej, bo znowu wspominane wcześniej wyczucie "poszło się paść". Do koperty jeszcze nie doszedłem.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz